Kwestia cywilizacyjna

DSC_0426-001Brzmi patetycznie, ale sprawa podejścia społeczeństwa do osób z niepełnosprawnością to naprawdę kwestia cywilizacyjna. Nic nie pomogą najdoskonalsze regulacje prawne, jeśli zabraknie wewnętrznego przekonania i zwyczajnej ludzkiej wrażliwości. Mimo że od wielu lat współpracuję ze stowarzyszeniem zatrudniającym osoby niepełnosprawne, dopiero parę miesięcy temu zrozumiałem, jak powinno być. Zdarzyło się to w Madrycie, stałem w długiej w kolejce do kasy kolejowej.

Obsługa była – nawet jak na południowe standardy – powolna. Poza mną nikt się nie niecierpliwił. „To nie może być norma”, pomyślałem. A jednak było, bo kiedy nareszcie doszedłem do kasy, zrozumiałem, że ten niemłody kasjer jest osobą niepełnosprawną. Zawstydziłem się wcześniejszej irytacji i prawdziwie zrozumiałem, że tak właśnie trzeba: nie ukrywać, nie zamykać na rynku chronionym, lecz dopuszczać do wszystkich stanowisk bez wyjątku. Razem osobami niepełnosprawnymi, w najmniejszej przecież cząstce, powinniśmy dzielić niedogodności. Tacy powinniśmy być.

Dokładnie w czasie mojej późnej iluminacji, w grudniu ubiegłego roku, w polskim Ministerstwie Sprawiedliwości kończyła się kontrola przeprowadzana przez kancelarię Prezesa Rady Ministrów dotycząca zatrudnienia osób niepełnosprawnych. Było to jedno z działań w instytucjach centralnych, które kancelaria podjęła po alarmującym raporcie NIK-u, z którego wynikało, że mimo zmian w ustawie o służbie cywilnej, zatrudnienie osób niepełnosprawnych w tych instytucjach wciąż dalekie jest od wymaganego ustawą 6-procentowego poziomu.

Czytając zalecenia pokontrolne kancelarii premiera odnosi się wrażenie, że mamy do czynienia nie tyle z brakiem dobrej woli, co z natężeniem woli złej.

„W 6 z 12 naborów (50%) z udziałem osób niepełnosprawnych do rozmowy kwalifikacyjnej lub testu sprawdzającego wiedzę zakwalifikowano oferty wyłącznie wybranych kandydatów, uniemożliwiając m.in. 10 osobom niepełnosprawnym dalszy udział w naborze.”

W innym akapicie:
„Wybór kandydatów do dalszego etapu w 3 z 6 naborów nastąpił m.in. na podstawie kryteriów niezawartych w ogłoszeniu, co stanowi naruszenie zasady konkurencyjności.”

Kiedy indziej nie dopuszczono osoby niepełnosprawnej do dalszego etapu, bo analizując treść lekarskiego orzeczenia o niepełnosprawności, błędnie uznano tę osobę za niezdolną do pracy. Tak oto w Ministerstwie Sprawiedliwości orzeczenie – dokument, który miał dawać pierwszeństwo w zatrudnieniu – okazał się kryterium dyskwalifikującym.

Kiedy zapytano, czy ministerstwo podjęło inne niż wskazane ustawą o służbie cywilnej działania zmierzające do zwiększenia zatrudnienia osób niepełnosprawnych, czy nawiązano stałą współpracę z urzędami pracy i organizacjami działającymi na rzecz osób niepełnosprawnych, odpowiedź brzmiała, że nie, bo do ministerstwa nie zgłosiła się żadna taka organizacja.

Wystarczy. Pomiędzy tymi, którzy zatrudnili powolnego kasjera z Madrytu, a polskim urzędnikiem najwyższego szczebla są całe lata świetlne. Jak je pokonać? Przecież nie wyślemy wszystkich urzędników na dworzec kolejowy w Madrycie.

Jerzy Jarski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Loading Facebook Comments ...